Pomysł na sukces
Jest wiele sposobów na to, aby pomnożyć swoje Lindeny. Najprostszym jest podjęcie pracy. Zarobkowo można robić cokolwiek, ogranicza nas praktycznie tylko i wyłącznie własna wyobraźnia. Istnieje nawet wirtualny urząd pracy, gdzie można znaleźć dla siebie zajęcie zgodne z naszymi zainteresowaniami, kwalifikacjami i preferencjami. Wiele osób sprzedaje na internetowych aukcjach wytworzone przez siebie przedmioty, kompletnie umeblowane mieszkania i domy, własnoręcznie napisane poradniki dotyczące przetrwania w wirtualnym świecie, sejfy lub portfele z wirtualnymi pieniędzmi. Najpopularniejszą metodą zbijania majątku jest założenie własnej działalności gospodarczej. Najbardziej rozchwytywani są projektanci - począwszy od osób tworzących przedmioty codziennego użytku, domu, samochody, po twórców całych wysp. Można założyć własne kasyno, restauracje, sieć sklepów czy salonów kosmetycznych. W wirtualnej rzeczywistości obecne są także biura matrymonialne, pośrednictwa pracy. Osoby szukające pracy, które znają świat Second Life jak własną kieszeń, mogą zgłosić się bezpośrednio do Linden Lab. Firma -założycielka Second Life poszukuje osób, które mogły by być przewodnikami po wirtualnym świecie dla osób początkujących i mniej wtajemniczonych.
Jeśli ktoś szczyci się stopniem naukowym, może w wirtualnym świecie przeprowadzać swoje badania. Dotychczas grupa naukowców z uniwersytetu Stanford zajmowała się między innymi systemami komunikacji w SL. Z badań wynikło, że awatary w wirtualnej rzeczywistości stoją w takiej samej odległości od siebie, jak czyniliby to prawdziwi ludzie. Świadczy to o tym, że wszelkie zachowania międzyludzkie podświadomie przenoszone są do rzeczywistości wirtualnej.
Jeśli zajmujemy się komunikacją, to ostatnimi czasy furorę zrobił program translatorski Translation Hud, który kosztuje 1000 Lindenów i tłumaczy wszystko to, co chcielibyśmy przekazać na 10 języków, w tym arabski i japoński.
Każdy, kto w dzieciństwie chciał ścigać bandytów, tutaj może wstąpić do policji, strzegącej porządku. Za niewielką cenę możemy zrealizować nasze marzenia z dzieciństwa o byciu strażakiem, piosenkarzem, adwokatem lub lekarzem.
Second Life stał się swoistą szkołą prowadzenia własnych interesów, gdzie można testować pomysły, prezentować oferty, zbierać komentarze. I zarabiać kokosy, oczywiście. W Second Life gracze prowadzą już ponad 7000 dochodowych firm.
Nie tylko indywidualni gracze są świadomi tego, że w Second Life pieniądze leżą na wirtualnej ulicy. Do gry sukcesywnie wkraczają wielkie, międzynarodowe korporacje. Swoje produkty oferuje tam między innymi Adidas, Mercedes i Toyota prezentują swoje najnowsze modele samochodów, Agencja Reutera informuje o najważniejszych wydarzeniach w wirtualnym świecie, Dell sprzedaje swoje komputery, nie tylko wirtualnie, a gracz może ugasić swoje pragnienie pijąc coca - cole. Firmy, płacąc równowartość 200 tysięcy USD, uruchamiają subtelne kampanie reklamowe, mające na celu powolne i konsekwentne plasowanie danej marki w podświadomości prawdziwych użytkowników z krwi i kości, który skrywają się za wymyślnymi awatarami. Wirtualna gospodarka rośnie w tempie 10-15% miesięcznie. Nie dziwi więc fakt, że szacuje się, iż PKB Second Life w tym roku sięgnie 60 mln USD.
Pieniędzmi zarabianymi w wirtualnym świecie zainteresował się fiskus. W Stanach Zjednoczonych każda osoba zarabiająca na prowadzeniu wirtualnej firmy musi zgłosić taki przychód w zeznaniu podatkowym. Jeden z amerykańskich kongresmenów przyznał, że Kongres USA zastanawia się, czy nie rozszerzyć opodatkowania wirtualnych światów. Podobne oświadczenie wydał australijski urząd skarbowy. Kwestia rozliczeń podatkowych przychodów uzyskanych z działalności w Second Life może sprawić wiele problemów. Nie bardzo wiadomo, gdzie przedsiębiorczy gracz powinien rozliczać swoje dochody z tytułu prowadzenia wirtualnej działalności. Istnieją dwie opcje: albo rozlicza się w kraju, z którego loguje się do Second Life, albo w kraju, gdzie znajdują się serwery wirtualnego świata. W tym drugim przypadku wszystkie podatki spływałyby do kasy Stanów Zjednoczonych.
Kreatywnych osób, które pragną zarobić w Second Life nie brakuje. Czasem poszukują one niestandardowych, nie zawsze w pełni uczciwych sposobów zarabiania.
Marc Bragg mieszkający w Pensylwanii zaskarżył do sądu firmę Linden Lab za zamrożenie jego konta w wirtualnym świecie. Marc wykorzystując lukę w systemie aukcyjnym SL - kupował tanio wirtualne grunty, po czym odsprzedawał je kilka lub kilkanaście razy drożej. Linden Lab uznało, że narusza on zasady i zlikwidowało jego konto. Nieszczęsny Marc twierdzi, że wykorzystał tylko lukę w systemie, która pojawiła się tam nie z jego winy. Na zamrożonym koncie zgromadził ponad milion Lindenów. W sądzie żąda 8 tysięcy dolarów odszkodowania.
Innym głośnym przypadkiem nieczystych prób zarobienia w Second Life była sprawa użytkownika ukrywającego się pod awatarem o imieniu Baba Yamamoto. Był on swoistym wirtualnym gangsterem, który zarabiał na kradzieży przedmiotów i handlu żywym towarem (!)
Wykorzystując aplikacje o nazwie Copy Bot kopiował przedmioty i awatary, które mu się spodobały. Następnie odsprzedawał ja na czarnym rynku. Nie było możliwe odnalezienie różnicy między samochodem zakupionym za wielkie, ciężko zarobione pieniądze w wirtualnym salonie, a tym zdobytym od Baby - identycznym, ale o wiele tańszym. Copy Bot pozwalał na kradzieże cudzych ubrań, domów, jachtów, a nawet awatarów. Nad idyllicznym światem Second Life zawisły czarne chmury. Dzięki tej aplikacji każdy, be żadnej ciężkiej pracy i brudzenia sobie wirtualnych rączek mógł stać się milionerem. Mieszkańcy SL w popłochu zaczęli masowo pozbywać się Lindenów. Całe zdarzenie doprowadziło do słynnego "czarnego wtorku" i krachu wirtualnej gospodarki.
Na szczęście Linden Lab usunęło konta Baby, zawierające ogromną fortunę i zlikwidowało błąd w programie Copy Bot.
